Witamy na fuckdas!

Jebana pogoda

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Robota]

Kurwa mać, wracałem wczoraj z tej jebanej roboty i się cały upizgałem w błocie. Jeżdżę do tego obozu rowerem i w drodze powrotnej się zajebiście rozpadało chociaż rano było w chuja ładnie. Ale pogoda jak kobieta zmienna jest. .. więc dojechałem do domu kompletnie mokry i po uszy upierdolony w błocie jak świnia…

tyle ikon

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Życie]

Jebany panel sterowania, każdy wie jakiego systemu.

Po windzie xp zaczęły wychodzić kolejne wytwory programistów z milionami opcji których nie jest wstanie użyć żaden normalny użytkownik komputera. Jedną z rzeczy która mnie strasznie wkurwia to ten masywnie rozbudowany panel sterowania i zmiana nazw niektórych ikon które nosiły wcześniej inne nazwy. Jak to otwieram to zawsze mnie chuj strzela, bo widzę milion ikon które w sumie są posortowane alfabetycznie ale chuj to daje, bo noszą inne nazwy. Z drugiej strony nie spędzam tyle czasu z windowsem7  żeby wszystko znać na pamięć, a jeżeli chodzi o zmianę ustawień to trzeba to zrobić w tym za pizganym panelu sterowania. Więc tam wchodzę i zaczynam szukać i kurwa się robię czerwony z nerwów i lecą pierwsze przekleństwa w stronę tego scheissu. Po znalezieniu i ustawieniu tego co chcę jest spokój i ciśnienie spada, już się nie wkurwiam i jest dobrze. Lecz za każdym razem gdy jestem zmuszony otworzyć ten panel to mnie chuj strzela.

Już bym wolał żeby były widoczne tylko napisy (na pewno jest taka opcja) a nie te jebane kolorowe ikonki dla bałwanów. Takie kolorowe przeróżne obrazki powymyślali, że zamiast ułatwiać szukanie w opcjach to tylko je utrudniają i zwalniają pracę na komputerze – a podobno miało być szybciej a jest tylko ładniej. W sumie system działa ogólnie szybko tylko według mnie są te opcje za bardzo rozłożone na części. W linuxie nie ma takiego gówna. Dla tego go używam.

Myślcie co chcecie, że linux jest trudny bla bla pizda i że ciężko cokolwiek skonfigurować – tu znowu mówię bla bla pizda, bo jak każdy system trzeba po prostu ruszyć tym łbem i się tego nauczyć, z windą nie mieliście wiele inaczej, tyle, że już w czasie edukacji byliście uczeni używać tego systemu i dla tego wydaje się wam linux trudny – linux nie jest trudny, tylko jest inny.

Wracając do tych pierdolonych opcji w windowsie, po chuja tyle tego? Zwykła osoba która kupuje jakiś home premium czy jakoś tak, ma na ogól nikłe wymagania od komputera i chce tylko żeby chodziła myszka, ekran, joystick i drukarka i tyle – więc po co kurwa tyle opcji w tym panelu? Kogo to interesuje?

Pierdole to, chciałem tylko o tym napisać, bo już wiele razy musiałem się wkurwiać na to – Ale to nie dla tego, że używam systemy w różnych językach ;-)

Nienawidzę jebanego panelu sterowania windowsa, w chuj ikon i zanim się dopatrzy czegokolwiek to kurwa włosy siwieją..

Jihad on you!

Telekomunikacja

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Życie]

O cholera to było dobre a było to już dawno temu, i minęło może już z 5 lat.

Kiedyś było koniecznie żeby przyszedł ziomek z poczty podłączyć kabel telefoniczny pod dom. Tzn. że telekomunikacja musiała wykopać rów gdzie wpierdolą kabel pod ziemie. Dali termin na jakiś dzień w tygodniu na 7 rano. Więc wstałem i czekam i czekam. Minęła siódma godzina, potem ósma i widzę auto telekomunikacji podjeżdżające powoli pod dom. Wysiada z niego ziomek w okularach słonecznych “lusterkach”, czapka do tylu i powolnym krokiem zbliża się do domu. Więc otwieram mu drzwi i mówię dzień dobry i ruszam się mu pokazać gdzie jest koło domu skrzynka gdzie można podłączyć ten kabel. Obracam się do tylu i patrzę a gościu stoi wypięty mordą w stronę słońca i się opala (było lato) i nie ma zamiaru nigdzie iść. Wiec mówię kurwa do niego, że tu jest ta skrzynka a on aha – to ja do niego żeby go zachęcić o 8 rano do działania, wyskakuje z pytaniem czy chce bronka, a on „chętnie!” Ja pierdole, przyniosłem mu te piwo on sobie wypił, spojrzał na te pudełko gdzie ma podłączyć te okablowanie i mówi do mnie “że teraz nie da się tego zrobić bo nie ma sprzętu aby wykonać tę pracę i będzie trzeba przenieść to na inny dzień”. Zdziwiło mnie to trochę i mu w końcu powiedziałem, żeby zabierał z tąd dupę i wypierdalał i dał mi numer swojego szefa.

A wiecie co potem zrobiłem? Zadzwoniłem do jego firmy powiedzieć jaka była sytuacja i powiedziałem też, że przyjechał do mnie śmierdzący piwem, a że co dopiero wyjechał ode mnie to przypuszczam, że po powrocie nie miał zbyt miłej rozmowy ze swoim szefem.

Następnym razem przyjechał nowy ziomek ale nie chciał już piwa tylko po prostu podłączył ten jebany kabel i pojechał sobie.

Chamstwo trzeba zwalczać chamstwem, bo tylko tak się dogadasz z chamem hehe.

Jutro poniedziałek!

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Robota]

monadaysO kurwa jutro z nowu poniedziałek i trzeba rano wstać i iść do roboty, kurwa jak puszczę pawia to zaleje ekran komputera. 8,5 godziny wycięte z życiorysu i ani śladu po tym – bo ani się nie chce o tym pamiętać, ani wspominać- tylko zapomnieć i skasować kasę. Znowu będzie jebanie i poganianie jak codziennie. Poza tym, że są tam osoby które bym udusił gołymi rękoma i się na to z uśmiechem patrzył nic się nie zmieniło. Więc leje na to ciepłym moczem i dobranoc…

Jak jutro wstanę to i tak położę laskę na to bo mam moją robotę tak głęboko w dupie, że nawet nie ma słów aby to opisać i promyk słońca tam nie dochodzi  i wykonuję ją tak automatycznie, że mogę się zająć w czasie pracy ważniejszymi rzeczami a nie tym za co mi płacą…. W sumie mam fajną robotę nie? ;-) Tak na boku // nic mnie nie wygnie, bo nie ma takiego lewara – a ja zawsze znajdę antidotum żeby było dobrze – wi€c beware…

Instalka

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Robota]

Ja pierdole słyszałem ostatnio historyjkę w pracy jak technik poszedł sobie do klienta zainstalować mu internet w domu….
Trzymajcie się, bo to nie bajka tylko opowieść na fucktach.


A było to jakiś miesiąc temu.
Gościu zamówił sobie internet i było konieczne aby przyszedł do niego do domu technik aby mu podłączyć i uaktywnić to wszystko. Wiec gdy nadszedł dzień instalacji technik rano wstał i wybrał się do pracy aby sprawdzić jaki ma plan roboty na dzień dzisiejszy. Na jego liście zadań znalazł się niejaki pan X do którego musiał pojechać jako pierwszego, bo z tego co mówiono o nim to już w sklepie przy zamawianiu było z niego kawal chuja – a że o klientów trzeba dbać to dali mu najszybszy termin instalacji parę dni później w poniedziałek koło 9 rano.

Więc nadszedł dzień instalacji i technik się wybrał do niego do domu…
Gdy przyjechał pod podany mu adres, zabrał swój sprzęt ze sobą z auta i udał się do bloku do tego ziomka. Chciał zapukać ale nie było jak, bo drzwi były otwarte, więc je popchnął i wszedł do środka. Poza smrodem po wczorajszej imprezie nie było widać zbyt wiele, ani tego ziomka ani innej żywej duszy w tym mieszkaniu. Tak na pewno się pytacie dlaczego wszedł do uchylonego mieszkania – przecież to by można było nazwać włamaniem… I chuj, miał na kartce adres więc tam pojechał a że drzwi były otwarte to bardzo możliwe, że klient na niego już czekał.

No ale jak pisałem wcześniej to nikogo nie zauważył w tym za pizganym cuchnącym meliną mieszkaniu. Pozostał mu tylko jeden pokój do sprawdzenia od którego drzwi były zamknięte, więc pukając do nich mówiąc, że „tu instalacja internetu przyszła” otworzył je powoli i zobaczył na łóżku kompletnie najebanego faceta leżącego w pól nago, więc go szturchnął i pacną lekko w pysk aby go obudzić, a ten jak otworzył oczy to się zerwał z łózka i do niego wyciągając pumpgun z szafki “co ty kurwa tu chuju robisz!!! – kurwa na ziemie!!!! i to już!!!!” Technik o mało co się nie zesrał ze strachu i nie dostał zawalu na miejscu. Następnym razem użyje dzwonka przy drzwiach wejściowych…

Dziwny sklep

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Robota,Życie]

myassPojechałem jakiś czas temu do sklepu żeby sobie wymienić modem do internetu na inny i na taki trochę lepszy box do oglądania telewizji. A że jestem pracownikiem tej firmy, to jechałem praktycznie do kolegów z pracy. Tyle tylko, że ich na oczy jeszcze nigdy nie widziałem bo ja pracuje w innym dziale.

A żeby ułatwić tą całą sytuacje wziąłem też, że sobą po pracy moją kartę magnetyczną na której widnieje moje imię, nazwisko i logo tej firmy.

Dostałem godzinę wolnego tego dnia i poleciałem jak najszybciej do domu żeby spakować ten modem i receiver. Wjebałem to do worka po zakupach typu biedronka. Na dnie torebki były jeszcze resztki skruszonej bułki ale chuj.

Więc walnąłem to do auta i pojechałem do nich. Miałem zajęte całe ręce i wchodząc do sklepu trzymałem kartę magnetyczną w zębach. Podszedłem tam do nich i stanąłem przed ladą i mówię “cześć” – jestem pracownikiem naszej firmy – potrzebuje to i to i to i tamto i pokazuję kartę magnetyczną. A oni do mnie: „numer klienta”, ja mówie jestem pracownikiem – oni: ”numer klienta”. Mówie, że nie mam ale mogę powiedzieć nazwisko, a oni do mnie: “adres” ja się pytam czy nie wystarczy nazwisko a oni: “adres” wiec im kurwa powiedziałem. Głupie tępe chuje. Wiało z tego sklepu chłodem jak z łóżka teściowej.

W naszej firmie są wszyscy na ty, nie ważne jakie kurwa stanowisko i co tam robisz. Jesteśmy tam po prostu kolegami/koleżankami a oni kurwa w tym zakutym głodem shopie myślą, że są kurwa aortą całej firmy. Jacyś pierdolnięci i nie normalni.

Zajęła mi ta zamiana aż całą godzinę i tak kurwa tam stałem i czekałem… Widziałem też innych ludzi którzy wchodzili z uśmiechem do sklepu a jak usłyszeli słowa “numer klienta, adres, nazwisko” to przemijał im śmiech na twarzy i zaczynali być z lekka wkurwieni. To jest kurwa piękne… Oni maja pierwszy kontakt z klientem i są reklamówka dla tej zjebanej firmy.

Ukoronowanie poprzedniego tygodnia

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Robota,Życie]

Był piątek ostatni dzień tygodnia – albo “piątek tygodnia koniec i początek.” Dla mnie na szczęście koniec tygodnia bo zapierdalałem 7 dni bez przerwy. Od soboty do piątku.

Jak jest siódmy dzień pracy to się tam idzie od niechcenia i lepiej by się skręciło w inną uliczkę byle tylko tam nie dojść. Więc rano wstałem i pojechałem sobie na rowerze do roboty, fajna była pogoda, przez te parę minut jazdy poczułem się jak na wakacjach zanim nie zobaczyłem drzwi wejściowych swojej firmy. Wchodzę do środka a tam jak zwykle wszyscy zabiegani zestresowani i ta atmosfera przechodzi automatycznie na ciebie jak nie świerzy powiew wiatru gdy przechodzisz koło blokowego śmietnika lub jakby się jechało za śmieciarką i miało uchylone okno w aucie. Afu…  Jadąc tam na rowerze wpadła mi jeszcze mucha do nosa i byłem ogólnie rzecz biorąc zachwycony tym porankiem…

Dzień mijał dość szybko do ostatniej godziny pracy.

Pięć minut przed wyjściem zadzwoniła klientka i zaczęłą pierdolić, że jej internet nie działa i że nawet nie podłączyła komputerów do modemu bo nie wie jak a kable sieciowe idą pod listwą pod podłogą i nie wiadomo która końcówka do którego komputera – no a w listwie 4 kable a do podłączenia 2 komputery. I teraz policzcie sobie czas który trzeba spędzić na kombinacjach podłączenia do modemu jeżeli ma się do czynienia z prawdziwym noobem komputerowym.

Gadałem z tą baba a jej mąż podłanczał do modemu kable tak jak mówiłem, podłanczał jeden kabel 10 minut a ta go opierdalała na telefonie, że z niego idiota i że kabla nawet nie umie podłączyć, w końcu on się wkurwił i powiedział jej żeby stuliła mordę a ona do niego żeby nie mówił do niej w ten sposób jak gada z obcą osobą przez telefon.

Już mnie kurwa chuj strzelał.. Jak udało nam się w końcu podłączyć te kable do tego jebanego modemu i komputera i podłączyłem się pod ich modem to kurwa nie było żadnej sesji dhcp na portach lan modemu więc kurwa mogliśmy sprawdzać okablowanie od nowa, w końcu ona się wkurwiła, rżnęła telefon i poszła posprawdzać te kable sieciowe i voila – sesja + ip – pięknie! nareszcie (powinienem już 20 minut temu iść w pizdu do domu!). Więc dawaj robimy jeszcze check na kompie czy działa internet żeby już więcej dupy nie zawracała. Ja wiem, że internet działa bo modem miał na złączu wan zewnętrzny adres ip – a na sesjach dhcp widać było ich komputer ale tego oczywiście nie wytłumaczysz klientowi co nie umie nawet podłączyć kabla do modemu.

Więc otwieramy internet explorer a tu u nich dzwonek do drzwi i wchodzi w chuj ludzi i impreza się zaczyna – ona zaczyna się pytać swoich gości czy chcą “soczku” do picia a oni “chętnie chętnie” – “to chcecie tego soczku nie?” “no, no” a ja kurwa siedzę i czekam aż otworzy ten jebany browser… Wiec pogoniła swojego męża do kuchni mówiąc “ej, stary – idź zrób do kuchni gością soczku, bo chce im się pic”…. a sama siedziała przy kompie i uruchamiała te gówno. Miała zainstalowane z jakiegoś powodu 3 połączenia vpn (mając internet kablowy – lol) i włączając internet explorator, przeskakiwał jej on automatycznie w tryb offline bo przecież nie weryfikuje się do internetu user+pwd tylko adresem mac karty sieciowej… aż dosłownie szkoda słów…

W końcu wyjebaliśmy te vpn i po piątym tłumaczeniu gdzie się wyłancza modus offline otworzyło się google! A ona hura! Więc jej zaczynam tłumaczyć co ma zrobić na drugim kompie żeby jej internet działał ale nikt mi nie odpowiada, a że nawijałem przez minutę bez przerwy do słuchawki to się nie skapnąłem, że jest cicho po drógiej stronie…. Patrzę na telefon a ona kurwa odłożyła ponad minutę temu słuchawkę i nawet nie powiedziała “dziękuję”. W taki sposób zakończyłem 7 dni pracy idąc godzinę później do domu. Wychodząc z firmy zapaliłem sobie jeszcze z kumplem fajkę…

Wyjazd

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Życie]

Pamiętam jak jakiś czas temu pojechałem na wakacje do Grecji, zebraliśmy ludzi i urządziliśmy impre, nakupowaliśmy pełno alkoholu i było zajebiście. Jak zawsze na takiej imprezie. Gdy się skończyło picie i wszyscy byli już padnięci, zostało tylko dwóch zawodników, ja i mój kumpel. Poza nami nie zostało nawet kropelki alkoholu po za butelką tequilli. Teka była schłodzona i wyglądała bardzo apetycznie. Tequilla była srebrna więc trzeba było ją pić z cynamonem. Więc i tak postanowiliśmy zrobić. Jedyna rzecz której nam zabrakło to…. Tak dokładnie – cytryna. Więc szybko poleciałem do kumpla się zapytać gdzie można dostać w środku nocy cytryny do teki. A on do mnie, wyjżyj przez okno! Ja patrzę za okno a w oświetlonym nocą podwórku wiszą sobie na drzewach cytryny i pomarańcze!

Na chwilę zapomniałem się, że jestem w grecji… Więc zszedłem na dół, zerwałem kilka cytryn i pomarańczy i poleciałem z powrotem do domu aby zacząc tequillowy wyścig!

Robotex

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Robota]

O kurwa taka ładna sobota a ja gdzie? w robocie! Jak to często bywa w weekendy jestem tu… Dziwne, dziwne… Tyle, że miałem w czwartek i piątek wolne a za to muszę pracować w weekend, tzn. od soboty do następnego piątku. Chujnia z grzybnią…

W sumie jest spokojnie i nic się nie dzieje ale tak czy inaczej wolałbym w tym dniu się przynajmniej wyspać a tak musiałem podnieść dupę z łózka już przed 6 rano, żeby zdążyć do roboty na 7… No i chuj. Wkurwia mnie to.. Wkurwia mnie to niesamowicie.

A taka ładna pogoda – no ale nawet jakbym miał dzisiaj wolne, to zapewne by spędził ten dzień przed komputerem. Ale co ważniejsze nie w robocie 8,5 godziny…. Jedyna pozytywna rzecz, to, że kończę o 15:30 i wrócę jak normalny człowiek do domu a nie jak ostatnie 2 czy 3 tygodnie po 22..

Najbardziej chujowe w tym wszystkim jest przestawienie się na nowy czas pracy. Jak się chodzi do pracy dopiero po 13 to się kładzie spać około 2-3 w nocy, bo ma się i tak kupę czasu żeby się wyspać a tu nagle trzeba być tam na 7 rano i trzeba się położyć max o 11 w nocy, co jest raczej nie możliwe, bo się wtedy leży na łóżku i nie można zasnąć. Jeden wielki chuj.

Taka praca psuje zdrowie hehe. No ale po 3-4 mocnych kawach nawet odchodzi zmęczenie i ma się szybko wszystko w dupie. Wpadasz po prostu na te swoje 8,5 godziny, odwalasz swoją robotę i jedziesz do domu. Tak to wygląda dzień po dniu. Ale z drógiej strony fajnie jest mieć np weekend wolny potem 3 dni popracować i mieć znowu weekend. But fuckwork.

W sumie mój dzień pracy dobiega już powoli do końca a tego posta zacząłem pisać po 7 rano, zostawiłem sobie na to trochę czasu bo między pisaniem, też trzeba było napisać parę maili i pogadać z klientami baranami. Jak mnie jakiś wkurwi to zadzwonię do niego jutro w niedziele o 7 rano – zobaczymy co powie…

Wyskok

Napisane przez: jojo [Język i kategoria: Polski,Życie]

Ostatnio byłem wieczorem z paroma kolegami na piwie – w sumie jak co tydzień? Nie co tydzień nie chodzę…

Ale spotkaliśmy się po jakimś czasie na piwie. I jak to bywa zaliczyło się kilka barów po drodze. Jedno piwo w jednym dwa trzy w innym… I w pewnym momencie postanowiliśmy iść dalej i jeden z nas wpadł na pomysł żeby zajrzeć do baru który zauważyliśmy przypadkowo po drodze. Budynek wyglądał na dość duży więc na rozumowanie normalnego człowieka można było powiedzieć, że w chuja tam się dzieje i że jest tyle tłoku, że nie można złapać nawet trochę powietrza. Więc co robimy? Wchodzimy i dobrze się bawimy. No i weszliśmy do środka, musieliśmy nawet zapłacić słono za wstęp – no i dawaj dalej… Zanim weszliśmy do środka kelner zapytał się szybko co chcemy pić. Więc zamówiliśmy sobie na początek dobrej zabawy w tym lokalu po piwie. Po paru łykach przed drzwiami wejściowymi weszliśmy za kurtynę by zobaczyć całą imprezę, a, że było głośno szybko weszliśmy do środka… I co? I kurwa szok jak porażenie prądem po jajcach. Zanim się dowiecie co zobaczyliśmy to wiedzcie, że nie jesteśmy ludźmi uprzedzonymi więc patrzcie, lub czytajcie… W środku pełno ludzi, o 10 lat od nas starszych tańczących ze sobą jak np. facet z facetem, kobieta z kobieta, kobieta z facetem i na odwrót. Kurwa jakbym placka dostał, takiego czegoś nikt się nie spodziewał. Było w chuja dziwnie i mieliśmy uczucie, że nas wszyscy obserwują i pytają się miedzy sobą “co do chuja oni tu robią???”… No i myślicie, że długo tam zostaliśmy?

No, zostaliśmy tam nawet około dwóch godzin bo wiedzieliśmy, że takiego widoku prędko nie będziemy mieli okazji oglądać. Było dziwnie ale po następnych paru piwach oswoiliśmy się z tą zaistniałą sytuacją i po dopiciu ostatniego bronka wyszliśmy na zewnątrz do taksówki i pojechaliśmy do następnego baru, na podbój piwa!